Jak wychować dzieci tak, aby nie rozwinął się kompleks

Jak wychować dzieci tak, aby nie rozwinął się kompleks niższości i ciągłe poczucie winy? Jak wychować dzieci, a przy tym nie oddalić je od siebie, a zostać i obsługą, i przyjaciół, i mądrych mistrzów? Jak, z jednej strony, wychowywać dzieci w wieku przedszkolnym, przekazywać im wiedzę, ale przy tym umieć szanować ich, widzieć w nich pełnego, choć jeszcze małe, ale CZŁOWIEKA?

Nikt nie mówi, że dziecko to łatwo. Ale często, wychowując dzieci, ” kij”. A dla dziecka jest bardzo trudne, nawet nie to, że rodzice go pod stołem, lub nie i . Najtrudniejsze dla dziecka jest to, że nie zawsze rozumie działania dorosłych. A jeszcze to, że w tych momentach, kiedy jesteśmy dorośli, jesteśmy , i tak dalej upierać się przy swoim zdaniu, nie przepraszamy, nie prosimy o przebaczenie i nie wyjaśniamy, dlaczego zachowywał się tak, a nie inaczej.

Wychowując dziecko, wytłumacz mu wszystko, każdy krok, każdy gest w stosunku do niego. Dlaczego tak zrobili? Dlaczego  nie pozwalasz mu na to? Dlaczego wymagasz od niego? Aby wyszedłszy w dorosłe życie, od razu zaczął żyć według swoich zainteresowań, a nie zajmował się kompleksów i świadomością, dlaczego rodzice zachowywali się tak, a nie inaczej.

Moi rodzice nic mi nie wyjaśnił, dlaczego postępują tak, jak postąpili. W rezultacie jestem, odchodząc od rodziców w 23 lata, do 30 lat ich stosunek do mnie. W dzieciństwie wydawało mi się, że: “Oni są tacy mądrzy, wszystko wie, wszystko rozumie. Już u nich zawsze wszystko się udawało, to oni zawsze wszystko robili dobrze i dobrze. Dobrze wychowane i inne”. Stopniowo zobaczyłam, że żadne nie jest idealne. Sami błędne, przy tym to nawet nie przyznają się do swoich błędów. I zachowują się w stosunku do mnie nie bardzo porządnie. Dlaczego oni tak robią? Do czego zmuszają mnie czuć się głupi, nieudolny, gorsza od innych, nie jest przyzwoity, nic dobrego?

Spędziłam 7 lat na to, aby zdać sobie sprawę, że nie jestem gorszy od innych, straciłam mnóstwo możliwości uczynić swoje życie bardziej interesujące, bo myślałam, że ja nie zasługuję na lepszego. Nie pozwalała sobie nawet marzyć o lepszym, brała, że istnieje.

Poczucie winy i niska samoocena odbijały się i w relacjach osobistych. Uważałam, że: “Chłopaki, które podobają mi się, na mnie już na pewno nigdy nie będą zwracać uwagę. I mój los tych, kto lubi ja, i pozostaje mi się z tym tylko pogodzić”.

Niepewność siebie i niska samoocena wpływa na pracę. Uważałam, że: “Na dobrą pracę mnie nie przyjmą, bo są ludzie lepiej, tak, że nawet nie warto próbować”.

Wyobrażacie sobie, jak wychowanie dzieci w dzieciństwie i stosunek rodziców do nas kształtuje nasze do siebie stosunek, czego konsekwencją jest układ całym naszym późniejszym życiu! My sami uważamy się za niegodnych lepszego i nie pozwalamy sobie wziąć to, co najlepsze. Kiedy ja to wszystko zrozumiałam, moje życie stało się układać, a ja poczułam, że wszystko jest w moich rękach. Że wszystko zależy ode mnie, i życie od razu stało się bardziej interesujące.

Aby mojemu dziecku nie musiał tak cierpieć, aby córka żyła pełnią życia zawsze, najpierw z nami, potem samodzielnie, staram się wyjaśniać jej wszystkie swoje czyny, wszystkie swoje słowa. To idzie nie tylko na jej korzyść, ale i mnie w pierwszej kolejności. Bo, recytując swoje czyny, swoje myśli, my umacniamy ich. Zdajemy sobie sprawę z tej perspektywy, widzimy swoje błędy i naprawić je.